1993 Stalowe magnolie

Magazyn Missland 3/93 lipiec 1993 roku Stalowe Magnolie

Siedemnaście półfinalistek konkursu Miss Polski’93 przez sześć dni jest niemal odcięte od świata – mieszkają dwadzieścia kilometrów od Opola, w położonym w lesie, nad pięknym Jeziorem Turawskim ośrodku wypoczynkowym. Cisza, spokój. Żadnych pokus typu kino, dyskoteki, sklepy.

Próby trwają całymi dniami – im bliżej pokazu, tym dłużej. Jest to konieczne, gdyż w piątek dziewczęta wystąpią na deskach amfiteatru opolskiego cztery razy, oczywiście w różnych układach, przy czym dwa z nich trwają aż kwadrans! W dodatku naukę należy zacząć od zupełnych podstaw – kilka dopiero uczy się chodzić na wysokich obcasach, prawie żadna nie potrafi się odpowiednio poruszać.

„Siatki zostawiłyście panie w domach, ręce swobodne, wyprostować plecy, ściągnąć łopatki, brzuch płaski, głowa wysoko, uważać na rytm, zachować szyk, uśmiechamy się, chodzimy nie z pięty, ale z palców, z palców, z palców”…

Wolnego czasu mają niewiele. Z reguły spędzają go odwiedzając się nawzajem w pokojach, w nieskończoność konsultując ze sobą sposoby uczesania, rodzaje makijażu. Niektóre dopiero tutaj uczą się posługiwać lokówką, tapirować włosy, używać eye-linerów czy różnych odcieni podkładu. Służą sobie radą i pomocą. Zawiązują się pierwsze przyjaźnie. Nie, nie zamierzam idealizować, wiadomo, że w tak dużej grupie muszą powstać pojedyncze antypatie, zrodzić się konflikty. Jest tego jednak niewiele i same dziewczyny przyznają, że bały się, iż będzie gorzej.

Siedzę na próbach i obserwuję je. Z dnia na dzień są coraz bardziej skupione i skoncentrowane na tym, co robią. Początkowo były strasznie roztrzepane, beztroskie, nieustannie rozgadane, wskazówki choreografa puszczały często mimo uszu. Potem jednak biorą się w garść. Dosłownie z każdą godziną ich ruchy tracą początkową kanciastość i niezdecydowanie, stają się płynne i harmonijne. Na moich oczach wyłaniają się motyle i powoli rozwijają skrzydła.

GORĄCZKA PIĄTKOWEJ NOCY

O osiemnastej jesteśmy w garderobie, do pokazu mamy dwie godziny. Dziewczyny przebierają się do prologu w stroje sportowe, po czym zasiadają do robienia makijażu i układania fryzur. Spędzę z nimi, w garderobie bądź za kulisami, non-stop następne siedem godzin i przez cały czas będę obserwować, jak sobie nieustannie pomagają. Malują się i czeszą nawzajem, pożyczają kosmetyki, doradzają wybór biżuterii – autentycznie przejęte tym, żeby inne też wyglądały jak najlepiej.

Dużą pomocą służy tutaj pozostałych trzynaście dziewcząt. Jako Miss poszczególnych regionów automatycznie wchodzą do finału, biorą dziś udział tylko w pokazie, a nie w konkursie, są więc zupełnie „wyluzowane’ i chętnie poświęcają chwilę czasu, żeby zająć się innymi. W tej swego rodzaju „godzinie próby” wszystkie dziewczyny zaprezentowały całkowitą bezinteresowność, zadając kłam temu, co się zazwyczaj zwykło sądzić o ich zachowaniu przy tego typu imprezach.

Nieustannie muszą wyglądać jak „spod igły”, być świeże, piękne, uśmiechnięte. Wszędzie czyhają fotoreporterzy, czasem przechodzą jurorzy, kręcą się ludzie z prasy i telewizji, pojawiają się dobrze znane twarze… W dodatku koncert przedłuża się, publiczność nie chce wypuścić ulubionych artystów, dziewczyny czekają w pogotowiu za kulisami, nie okazując zdenerwowania ani zmęczenia.

PRZEMINĘŁO Z WIATREM

Ogłoszenie werdyktu, osiem półfinalistek przechodzi dalej, reszta odpada. Chwilowo daję spokój „szczęściarom”, bardziej interesuje mnie ta odrzucona dziewiątka. Spodziewam się załamania, zarzutów pod adresem jury, a przede wszystkim łez. Nic z tych rzeczy. Niektóre ani myślą dać za wygraną. Skoro ich marzeniem jest zostać modelkami, to spróbują to osiągnąć w inny sposób. Od razu zaczynają wypytywać o kontakty, fotoreporterów, agencje. Niezakwalifikowanie się do finału starają się traktować nie jako klęskę, ale jedynie jako drobną porażkę. W rozmowie wspólnie dochodzimy do wniosku, że czasem przegrana jest bardziej pomocna – to taki „kopniak”, który może zmobilizować do działania – trzeba mieć tylko odpowiednie do tego podejście.

Inna mówi spokojnie. „Tytuł Miss czy zawód modelki to przecież nie wszystko i nie zamierzam rozpaczać z tego powodu, że mi się nie udało. Mam pracę, mieszkanie, rodzinę, przyjaciół, chłopaka, ułożone życie. Nie mam powodów, żeby narzekać”.

Ma już 23 lata, więc nie będzie już próbować, musi myśleć realnie. Nie wie jeszcze, że za chwilę dostanie propozycje z telewizji. Nie ma pojęcia, że niezależnie od tego pojedzie jutro z dwiema innymi z „pechowej dziewiątki” do Warszawy na zdjęcia próbne i że ma szansę zostać fotomodelką.

Spędzę z tą trójką cały następny dzień i będę obserwować, jaką przejdą metamorfozę. Były gotowe spokojnie wrócić do dawnego życia tak, jakby nic się nie wydarzyło, chciały zapomnieć o tym epizodzie. Nagle dano im jeszcze jedną, być może ostatnią, szansę. Naraz opadają maski zadowolenia. Okazuje się, że jednak nie satysfakcjonuje ich dotychczasowe życie, że pragną czegoś więcej.

Chcą się wyrwać ze swoich miast, wejść w inne środowisko, być samodzielne, same na siebie zarabiać, zrobić karierę, zobaczyć kawałek świata. I nagle okazuje się, że to jest możliwe. Rozkwitają w oczach. Są zdeterminowane. Nie mogą mieć wątpliwości. Muszą być gotowe w odpowiedniej chwili zostawić wszystko i zacząć nowe życie. Muszą być twarde i takie są. Obserwuję, jak w sobotę późnym wieczorem, po kolejnym ciężkim dniu z nową nadzieją, nie pozwalają sobie na okazanie zmęczenia, przygotowują się do zajęć w studio.

Walczą o spełnienie swoich marzeń. Zdecydowane, silne, a zarazem takie kobiece i delikatne. „Stalowe magnolie”. Takie, jaką może być każda z Was.

KINGA KARPETA