1991 Najpiękniejszy obóz

Głos Wybrzeża. Gdańsk, 15 lipca 1991 roku

Najpiękniejszy obóz

Przygotowywania do finału konkursu Miss Polski’91

Konkursom piękności zawsze towarzyszą spore emocje. Jedni szukają w nich rozrywki, inni tylko sensacji. Tymczasem, zanim kandydatki na Miss pojawią się na estradzie, wiele czasu muszą poświęcić na właściwe przygotowanie. – Wygląd to nie wszystko – mawiają organizatorzy konkursów – bowiem sukces zależy też w znacznym stopniu od ciężkiej pracy i mają zapewne rację, choć niektórym trudno jest w to tak naprawdę uwierzyć.

Już po raz szósty w pięknie położonym ośrodku PKP w Wieżycy goszczą pretendentki do tytułu Miss. Od tygodnia 27 dziewcząt szlifuje formę przed tegorocznym finałem konkursu Miss Polski.

– Zajęcia rozpoczynają się zaraz po śniadaniu – mówi reprezentująca spółkę Missland kierowniczka zgrupowania Urszula Rudnicka. – Najpierw dziewczęta mają godzinę aerobiku, a potem do godz.13 trwa nauka tańca z choreografem.

Z sali koncertowej dochodzą właśnie dźwięki muzyki.

– Ćwiczymy układ pod reklamówkę Sharp-a – mówi choreograf Tomasz Tworkowski. – Proszę zaczynamy. Raz, dwa, trzy, cztery.

Podzielone na grupy finalistki chodzą dookoła Sali i wymachują rękoma. W większości ubrane są na sportowo. Niektóre mają na nogach lekkie obuwie na płaskiej podeszwie, inne są boso. Tylko jedna trenuje w kozakach.

Po chwili gromadzą się pod ścianą i z okrzykiem uuu rozbiegają się. Z głośników zaczyna płynąć szybka muzyka. Dwa kroki w przód, kilka w tył i czwórki tworzą kółeczka.

– Ten układ – stwierdza odpowiedzialny za muzykę i nagłośnienie Henryk Wesserling – próbują dziś pierwszy raz. Są jednak na tyle ambitne, że na pewno szybko się go nauczą.

Po kilku powtórkach jest nieco lepiej. – Wystarczy – mówi choreograf. – Teraz zmiana układu. Proszę bardzo, mobilizuje się lewa grupa. Z głośników słychać znany przebój Michaela Jacksona „Smooth Criminal”. Dziewczęta tańczą go znakomicie. Skłony, ruchy rąk i głowy. Duża dynamika.

-Proszę was, uśmiechajcie się więcej – zwraca uwagę asystent reżysera Ewa Kuryło. – Takie smutne, wyglądacie na staruszki.

Większość dziewcząt naprawdę jest bardzo zdolna – stwierdza Tomasz Tworkowski. Sądziłem na przykład, że pierwsze próby choreograficzne po przyjeździe rozpocznę dopiero po dwóch dniach. Tymczasem one szybko się zgrały i po dwóch dniach miałem już zrobione cztery wyjścia. Zatem nie mają zahamowań, same się mobilizują i chcą pracować.

– A układy taneczne wcale nie są łatwe – wtrąca Ewa Kuryło. – Wydaje mi się, że wielu zawodowych aktorów miałoby z ich nauką sporo problemów.

Kolejne zadanie to trening wyjść indywidualnych. – Robimy dwa rzędy – woła choreograf. Finalistki próbują wykonać jego polecenie, ale niektóre sprawiają wrażenie jakby nie wiedziały gdzie maja stanąć. Wreszcie są gotowe i w rytm muzyki wychodzą pojedynczo do środka. Ten układ oraz wcześniejsze powtarzają jeszcze kilka razy.

Ogłoszenie przerwy przyjmują z ulgą. Łyk wody mineralnej i szybko biegną do pokoi. Do obiadu pozostała jeszcze godzina, zatem można się jeszcze trochę poopalać.

– karmią nas tu znakomicie – mówi Joanna grodzka z Katowic. – i początkowo obawialiśmy się, że możemy przybrać na wadze. Jednak wszystko co zjemy błyskawicznie spalamy, bowiem to zgrupowanie to prawdziwy obóz kondycyjny. Bardzo brakuje nam wolnego czasu i snu.

– Atmosfera jak dotąd jest całkiem dobra – stwierdza Izabela Stankiewicz z Koszalina. – Nie odczuwamy rywalizacji czy też konkurencyjności ze strony koleżanek. Lecz za kilka dni, czyli bliżej finału, temperatura z pewnością się podniesie, choć dla nas liczy się nie zwycięstwo, ale walka.

Od lat dziewczęta mówią podobnie, a dopiero po wszystkim okazuje się, że było inaczej. No, ale teraz może faktycznie się coś zmieniło? Mówiąc szczerze nie wierzę jednak w nagłą metamorfozę zachowań. Zwłaszcza, że jeśli kandydatki do tytułu zaszły już tak daleko, to na pewno każdej z nich marzy się co najmniej zwycięstwo.

Próba wyciągnięcia od finalistek ich prywatnych typów kończy się niepowodzeniem. – Mamy swoje faworytki, mówią, ale nie chcemy ich ujawniać. Co ciekawe, większość z nas przewiduje podobnie.

Podczas popołudniowej próby dziewczęta robią wrażenie zmęczonych. Ziewają, pokładają się na krzesłach. Niektóre w trakcie zajęć kupują w bufecie kawę i czekoladę, chcąc chyba w ten sposób uzupełnić spalone kalorie. Czuje się zatem wyraźnie rozluźnienie, co, jak pamiętam przed laty nie mogłoby mieć miejsca. Poza tym wychodzenie bez pozwolenia oraz całodzienne odwiedziny chłopaka w ośrodku było po prostu niemożliwe. Dopiero potem dowiaduję się, że dzień w którym złożyłem wizytę w Wieżycy był ponoć dniem przesilenia dziewcząt i dlatego też pozwolono im na znacznie więcej, niż zwykle.

Popołudniową próbę kończą zajęcia z reżyserem finałowego koncertu Piotrem Pręgowskim. Co prawda miały się one odbyć dopiero o godz. 19, ale niespodziewana wizyta ekipy telewizyjnej wpłynęła na zmianę planów. Najmniej cieszyły się z tego dziewczęta, bowiem choreograf zwolnił je dzisiaj wcześnie. Z leniuchowania wyszły więc przysłowiowe nici, gdyż znowu trzeba zacząć trenować.

Ćwiczenia z reżyserem to nauka m. In. Dykcji, i wymowy. W tej chwili jednak wszystko odbywa się pod telewizję.

– Drogie panie – mówi Piotr Pręgowski – najpierw przedstawiamy się bardzo śmiesznie, a na klaśnięcie czynimy to samo, tyle tylko że tragicznie.

Na Sali robi się głośno. Wszystkie finalistki wzajemnie się przekrzykują. Oko kamery śledzi je również, gdy tańczą połączonego z okrzykami rock and rolla.

Za oknem na tarasie gromadzi się coraz więcej wczasowiczów. Przyglądają się i dyskutują, które z dziewcząt poczyniły już największe postępy. Oni także wybiorą swoją Miss, bowiem podczas wspólnego wieczorku ogłoszono, że mają wytypować najsympatyczniejszą. Zadanie to jednak wcale nie jest takie proste.

Po chwili wszystkie „misski” kładą się na podłodze. – Jedzie dorożka po bruku – tu, tuk – woła reżyser. Odpowiednie ułożenie języka w ustach i dziewczęta posłusznie wykonują polecenie. Rozlega się głośne tuk, tuk, tuk, tuk.

Na kolacji apetyty dopisują, ale widać, że wszystkie dziewczęta są już zmęczone. Tymczasem przed nimi jeszcze jedna wieczorna porcja zajęć. – Najchętniej poszłybyśmy wykapać się w jeziorze – mówią. W ciągu tygodnia były już tam dwa razy, lecz dziś jednak nie ma na to czasu.

Od jutra – stwierdza Urszula Rudnicka – część zajęć odbywać się będzie na boisku w ośrodku Stoczni Komuny Paryskiej. Po południu bowiem w naszej Sali jest zbyt gorąco, a tam jest nie tylko przyjemniej, ale i więcej miejsca. Dziewczęta zatem nie będą musiały trenować w grupach, obijać się o ściany; już wszystkie razem przećwiczą układy tak, jak gdyby były na estradzie Opery Leśnej.

– Zgrupowanie w Wieżycy – mówi Tomasz tworkowski – to nie tylko obóz kondycyjny. To także duża szkoła, z której – mam nadzieję – każda z nich coś wyniesie. I to bez względu na to, czy zdobędzie jakąś nagrodę, czy też nie.

Od wtorku dziewczęta rozpoczynają próby w sopockim amfiteatrze. I wtedy zapewne do większości z nich dotrze, że do finału pozostało już tylko kilka dni. Czy tam, w dalszym ciągu będą uważały, że liczy się tylko walka, czy też przystąpią do batalii o zwycięstwo? Wszak stawka w tym konkursie piękności jest – dla wielu z nich bardzo wysoka.
TOMASZ GAWIŃSKI