1990 Biodra, talie, biusty

Gazeta Pomorska. Bydgoszcz – Toruń – Włocławek, 04 maja 1990 roku

Biodra, talie, biusty

Której dostanie się korona? Nie, w takie wróżby nawet duch nie chce się bawić…

Muzyka, stukot obcasów, pokrzykiwania choreografa. Przed chwilą jeszcze pretendentki do tytułu „Miss Polski’90” rewiową ławą a’ la „Lido”, pląsały na Sali prób, rytmicznie wymachując inteligentnymi nóżkami. Teraz zmiana układu, już kręcą na parkiecie jakieś taneczne esy floresy, ustawiają się kołem. Parzyste na lewo, nieparzyste na prawo. „- O Boże, te dziewczyny głuche jak pień, muzyka sobie, one sobie – taka skargę wyczytać można w oczach Janusza Dąbrowskiego, który nie po raz pierwszy do finału przygotowuje choreograficznie nie zawsze zdolne panny. Włosów z głowy nie rwie, gromów nie miota, bo to człowiek na szczęście taktowny i opanowany. „Oprawca” muzyczny tej próby, pan Heniu podkręca gałki w konsolecie. Teraz Chris Rea, pod którego piosenkę („Droga do piekła”) odbywa się próba już nie śpiewa a ryczy z głośników. Dziewczyny tupią jakby rytmiczniej.

Kilkanaście kilometrów za Kościerzyną skręcić w ostępy leśne, później 2 kilometry jeszcze krętą drogą. Po lewej stronie góra i znak drogowy: zakaz wjazdu. Nie przestrzegać, wjechać w wyłożoną szutrem alejkę. Tę topografię objaśnił mi przez telefon Jerzy Szamborski z biura „Missland”. I tak zbłądziłem. – Ośrodek wypoczynkowy w Wieżycy? 4 kilometry żeś pan za daleko ujechał – objaśnił GS-owski sprzedawca, któremu przerwałem akurat rozlewanie gorzałki do szklanek ustawionych na skrzynce z gwoździami.

Piękny ten ośrodek rzeczywiście. Podjazdy, tarasy, zdobne okapy. Jest tuz po obiedzie. Cicho, sennie, dziewczęta odpoczywają w pokojach. Ale o godzinie 15.30… – próba, próba – nawołują się finalistki. Brr, jak zimno. Niektóre pojawiają się w rękawiczkach.

Lista finalistek uszczuplona. Natalia, 20-latka z Poznania wyjechała jako modelka na kontrakt do Paryża… Zadowolona jest z niej widocznie firma „Elizabeth”, bo powrót się odwleka. Ojciec Natalii dzwoni do „Misslandu” prosi, żeby z niej nie rezygnować. Latorośl wraca lada godzina – zwodzi już tak wiele dni. Elżbieta z Opola w ogóle nie dała znaku życia. Na zgrupowaniu na ma także 23-letniej warszawianki Agnieszki Witczak. Świnka nie wybiera, przykuta do łóżka Agnieszka jest nie tylko usprawiedliwiona, ale nawet jej współczują. Na zgrupowaniu przed finałem – a ten 6 lipca w Operze Leśnej – przebywa więc 27 dziewcząt.

Finalistki o sobie. Iza z Łodzi bardzo lubi spacery. Beata ze Szczecina lubi przebywać w zielonych plenerach. Alicja z Krakowa: żeglowanie i jazda na nartach to jej pasje. Renata z Radomia: turystyka to jest to. – Wie pan – to pani Irena Barszczewska z „Misslandu” – Ja to się dziwię temu najbardziej, że te dziewczyny to nosa nawet na świeże powietrze nie wystawią. Zbieżne konstatacje mamy z panią Ireną. Pokój, telewizja, sala prób, stołówka, dziewczyny codziennie odbywają taka marszrutę. Te ich upodobania to takie widocznie deklaracje, żeby dobrze wypaść.

Obrodziło tego roku w Agnieszki. W finale wystąpią aż 4. Boska jest… Agnieszka Boska. Oryginalne nazwisko, ciekawa uroda. Kielczanka wyrosła na 173 cm, w biuście i biodrach po 88 cm, a w talii 61 cm. Piękne proporcje. Nie, ten mój zachwyt nie musi pokryć się później z werdyktem. Jednemu podoba się dama z łasiczką, drugiemu rykowisko i jeleń. Panna Boska jest ładna i ma pełną głowę problemów. Jakich? Za kilka dni zdaje maturalny egzamin. Oj, gdyby temat brzmiał: druga wojna światowa w literaturze… Najbardziej oryginalne imię ma lublinianka – Ulesława. Ładnie? Nie tylko ona deklaruje, że interesuje ją polityka. Godz. 19.30, „Wiadomości” ogląda jednak tylko jedna finalistka. Dopiero przed prognozą pogody ściąga ich więcej do telewizyjnego saloniku, aby zająć lepsze miejsce do oglądania filmu. Fotografik zgrupowania kręci gałkami telewizora. – Odsłoń, odsłoń – raz jeden ożywiają się dziewczęta, bo w jednej z „Wiadomościowych” migawek pokazują akurat ślub Gajosa. Krótkie spięcie, bo niektóre twierdzą, że to trzecia, a inne że czwarta żona idola. Ogólnie pannę młodą oceniają na plus.

Stołówka. W menu brakuje już chyba tylko ptasiego mleka. Śniadanie – kopiasta jajecznica z szynką, po niej wędliny, świeże pomidory, ogórki, kawa z mlekiem. Obiad – krupnik, zraz z jakimś nieodgadnionym a smacznym farszem, surówki, jabłka, kompoty. Kolacja – tatar z żółtkiem, szynka, ser… Dyskretnie, od stolika przy którym siedzę, zerkam na lewo i prawo pod jakimś pretekstem spoglądam za siebie. Nie, na talerzach prawie nic nie zostaje. Nawet finalistka z Krakowa, która w biodrach ma 98 cm a to już w kategoriach „Miss” ciut dużo, na razie też nie powstrzymuje się przed jedzeniem.

Rocznik Moniki Nowosadko (konkurs a.d. 1987) też na zgrupowaniu przebywał w Wieżycy. Monika mieszkała wtedy w pokoju nr 108. Teraz zajrzała tu na kilka dni ot, tak sobie dla wspomnień. Wkrótce wyjeżdża na konkurs modelek do Turcji. Po powrocie bierze ślub.

Znowu próba. Jerzy Chmielewski (rok temu dyrektor, dziś prezes) widząc z jakimi cierpiętniczymi minami dreptają dziewczęta po parkiecie, biegnie do swojego pokoju po kamerę. Skręca film z choreograficznych zajęć, będzie Corpus delicji, czyli dowód świadczący o przestępstwie. Tak, brak uśmiechu na scenie – to co, że to próba – jest przestępstwem. Zaraz po zajęciach taśma wędruje do magnetowidu. Większość finalistek ma wyraz twarzy w wersji: wojna, pogrzeb, samobójstwo, żałoba.

W Bielsku-Białej dziewczyny rosną jak na drożdżach. Stamtąd pochodzi najwyższa do tej pory „Miss Polonia” Renata Fatla (178 cm), a teraz najwyższa w finale też będzie bielszczanka Agnieszka Duda. – 182 cm. Aż o 21 cm niższa od niej jest łodzianka Iza Styczyńska. Najbardziej filigranowa tegoroczna finalistka. Dziewczęta przygotowują układy choreograficzne nie tylko do Opery Leśnej. Pod koniec maja układ z walcem zostanie skręcony na taśmie filmowej. Na początku czerwca finalistki przetrą się też na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi, gdzie wystąpią u boku „Queen of the World” Elżbiety Lebiody w koncercie „królowa świata zaprasza”. – Tylko „nie palcie” w Łodzi najlepszych sukien – to jeszcze jedna rada pani Ireny – Najefektowniejsze kiecki trzymajcie jednak na sopocki finał.

– Czy do strojów finałowych dostaniemy buty? – Buty to zawsze tęgi problem. Kilka lat temu połowa z zamówionych par trzeba było odesłać z reklamacją do Wiednia. Czy telewizja pogrubia? To dylemat wrocławianki i szczecinianki. – A jak z biletami na finał? – Jak co roku po dwa dostajecie gratis. – Ile będzie kosztował bilet? – Najprawdopodobniej  50 tys. zł – Na bal? – Kalkulację się dopiero pichci. Nie będzie taniej niż 300 tys., nie drożej niż pół miliona.

Dziewczęta chętnie oglądają na wideo filmy z poprzednich finałów. Najbardziej przerażone są, kiedy oglądają rozmowy konferansjerów – Manna i Materny – z finalistkami w 1988 roku. – Właśnie, jak te rozmowy z jurorami będą w tym roku wyglądać? – dopytują dziewczyny. – Takich, którzy będą chcieli przepytywać was ze Słowackiego czy Mickiewicza do jury nie zapraszam – uspakaja Jerzy Chmielewski. Uff – to wzdycha jedna z finalistek, spadł kamień z serca. W ankiecie napisała, że lubi czytać książki Remarka. Że co, że pisze się Remarque? No, przecież Chopin też się czasem pisze Szopen. No to w takim razie z czego się przygotować? – Z niczego, jurorzy nie chcą was egzaminować, chcą was poznać – to jeszcze Jerzy Chmielewski. – To z geografii też się nie przygotowywać? – upewnia się kolejna z panienek. Nie, ani z geografii ani z.. wf.

Późny wieczór dziewczyny powoli opuszczają telewizyjny salonik. Ciekawą urodę ma Lidia Banach z Olsztyna, efektownie wygląda łodzianka Ewa Szymczak. W jednym pokoju dziewczęta urządzają seans spirytystyczny. Trwa wywoływanie duchów. Jest, jest. Kto? Duch, rzecz jasna. Szybko padają pytania. Duch daje w odpowiedzi wymowne znaki. Jednej z dziewcząt wypada, że urodzi czworo dzieci. Inną czeka daleka podróż. Która zostanie „Miss Polski”? Nie, w takie wróżby nawet duch nie chce się tu bawić.
JERZY WENDERLICH