1989 Emocja, obawy i… trema

Dziennik Bałtycki Gdańsk, 10 lipca 1989 roku

Przed finałem Miss Polonia ’89. Emocje, obawy i… trema

Dziewczęta liczą dni do finału: poniedziałek, wtorek, środa… Aż pięć, czy tylko pięć? Już dają o sobie znać emocje, pierwsze rozterki, chwilowe załamania. Do problemów, związanych z codziennymi ćwiczeniami, dołączają i inne. Ważne staje się nagle nie tylko to, kiedy zrobić obrót i jak postawić nogę, ale również sprawy, na miarę… uwierającego buta. Wątpliwości. Obawy. Jedno goni za drugim. Czy krawcowa zdąży nanieść poprawki do wieczorowej kreacji, jaki styl przyjąć podczas wyborów Miss Elegancji; co będzie lepsze: klasyczna linia czy awangardowe rozwiązania; jaki zrobić makijaż, które klipsy… itp.

Tak wiele spraw do rozwiązania i tak bardzo mało czasu. W ośrodku wypoczynkowym PKP w Wieżycy na zgrupowaniu kondycyjnym będą tylko do 13 lipca br. A potem – już próby w Operze leśnej w Sopocie i finał.

Spotykamy się po przeszło dwóch miesiącach. Dziewczęta są jeszcze piękniejsze. Zgrabne, wysmukłe, zadbane. Nabrały klasy, co przy dużej swobodzie i naturalnym wdzięku jeszcze potęguje wrażenie. Zasługa w tym nie tylko pani Ireny Barszczewskiej, która z woli organizatorów konkursu opiekuje się na co dzień finalistkami, ale przede wszystkim ich samych. Pozbawione w tym roku praktycznie publicznych występów (poza jednym w Kielcach) samodzielnie muszą nauczyć się obcowania ze sceną i zapanować nad obezwładniającą tremą. Na próbach w świetlicy jakoś się to udaje, ale czy równie łatwo pokonają onieśmielenie w sopockim amfiteatrze?

Ania Kluźniak z Kielc jest przerażona tym co ją czeka. – Nie mogę się w tym odnaleźć – mówi. – Wydaje mis się, że wszystko co robię jest złe i mi nie wychodzi. Są chwile, że chciałabym wrócić do domu i do swoich ukochanych koni.

Wydaje się jednak, że na uczestnictwo w kolejnym rodzinnym polowaniu z ojcem, będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Mimo dużej tremy i zagubienia, zdecydowana jest kontynuować ten sprawdzian. To w końcu także sposób na dodanie sobie w życiu odwagi i pokonanie kompleksów.

Bez obaw – na razie – jest Beata Buniowska z Rzeszowa, która na drugie zgrupowanie przyjechała zupełnie odmieniona. Rozjaśniła włosy, przywiozła kilka wspaniałych kreacji i mówi, że nie ma tremy. Miła, sympatyczna atmosfera – dodaje – odwleka czas rywalizacji.

Domyślam się, że nie bez wpływu na jej samopoczucie jest fakt, że zdała do V klasy Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych.

– Wbrew oczekiwaniom i ku zaskoczeniu rodziny – chwali się – miałam najlepsze świadectwo, z dotychczasowych czterech lat nauki.

– Zmobilizował cię konkurs? – pytam dziewczynę.

– Myślę, że nie tylko. Trochę zapewne groźba ojca, który stwierdził, że jeśli odbiję się to na nauce, to zabroni mi uczestnictwa w finale, a poza tym sympatyczna atmosfera w szkole. Było sprawą mojej ambicji, aby ocen nie stawiano mi a conto na wyrost.

– Spotykasz się z dużą sympatią w swoim środowisku?

– Wiele osób mi kibicuje, koleżanki z klasy trzymają kciuki.

– A koledzy?

– Nie da się ukryć, że zaczęli częściej przychodzić na zajęcia z wf, często tylko po to, by popatrzeć. Ludzie poznają mnie także na ulicy, jestem bowiem jedyną reprezentantką Rzeszowa. Spotykam się z gestem dużej sympatii.

Kolejny etap ma za sobą także nasza gdańszczanka – Aneta Kręglicka, która pomyślnie zaliczyła wszystkie egzaminy na IV roku Uniwersytetu Gdańskiego i teraz spokojnie przygotowuje się do finału.

– Rodzice kibicują?

– Bardzo mocno. Zawsze mogłam na nich liczyć i teraz są dla mnie prawdziwą podporą.

– Suknie już gotowe?

– Niestety, jeszcze nie, trwają ostatnie przymiarki i poprawki; nie da się tego uniknąć.

– A jak będzie wyglądać ta wystrzałowa kreacja?

– Tego nie mogę jeszcze zdradzić, powiem tylko, że jestem zwolenniczką klasycznej, opływowej linii.

Na razie jeszcze, bez zbytnich emocji podchodzą do oczekującego je finału obie warszawianki – Małgorzata Kobylińska i Monika Pastuszak. Mają już za sobą pomyślnie zakończony rok szkolny. Małgosia zdała na piątkę maturę, ale w tym roku nie będzie zdawać na studia.

– A co będziesz robić później?

– Jeszcze nie wiem; czekam, może po tym konkursie coś się wyklaruje. W poprzednich latach dziewczęta miały wiele interesujących propozycji. Chętnie skorzystam, jeśli takie będą.

Monika jest już uczennicą IV klasy Liceum Ogólnokształcącego i wcale nie uważa, że ewentualny sukces zmieni diametralnie ją i jej życie. – Uroda jest tylko dopełnieniem – mówi – jakiegoś wnętrza. Moją ambicją jest by przede wszystkim ono było wartościowe i bogate.

Małgorzata Obieżalska i Ania Kaczyńska, obie z Łodzi, chyba były rzecznikami wszystkich dziewcząt, kiedy głośno marzyły o tym, by zamiast długich treningów popalać się na dworze. A słońce rzeczywiście mocno przygrzewało w Wieżycy. Laury jednak wymagają poświęcenia, więc pan Janusz Dąbrowski, choreograf i reżyser sopockiego finału, pozostawał obojętny na te sugestie.

– Układy są nowe – stwierdził – dziewczęta jeszcze ich w pełni nie opanowały. Muszą dużo ćwiczyć; tegoroczny finał nie może być gorszy niż w ub. Roku. Nowy program wymaga od nich nie tylko mechanicznego poruszania mięśniami, ale także koncentracji i uwagi.

Do Wieżycy zjeżdżają nie tylko dziennikarze. Przez Biuro Miss Polonia zapraszani są także sponsorzy konkursu. Przyjeżdżają, przywożą upominki dla dziewcząt w postaci reklamowych breloczków, kosmetyków, kalkulatorów i innych drobiazgów. Swoją wizytę zapowiedziały także ubiegłoroczna Miss Polonia – Joanna Gapińska i zwyciężczyni konkursu z 1987 roku Monika Nowosadko. Podzielą się z dziewczętami swoimi wrażeniami z finału, co nieco podpowiedzą, dodadzą otuchy.

Prawdziwy duch rywalizacji dopiero nawiedzi tegoroczne kandydatki do korony. Im później zrozumieją, że to walka o nagrody, a nie tylko zabawa, tym lepiej dla nich. Czas pozwoli zachować wiele przyjaźni i sympatii, jakie się pomiędzy nimi zawiązały. Bo za parę tygodni pozostaną im już tylko wspomnienia.

Nie wszystkim jednak. Na te, które zwyciężą w konkursie, czekają wspaniałe nagrody, ufundowane tradycyjnie przez takie światowe firmy jak: Toyota, Yves Rocher, Videoton, Tec, Funai, Philips i inne.

W tym konkursie i my mamy swoją cegiełkę. Dla Miss Czytelników „Dziennika Bałtyckiego”, redakcja ufundowała wspólnie ze spółdzielnią „Bursztyny” z gdańska – „Bursztynową Kolię”. W tym tygodniu poznamy tę, która zdobyła uznanie w oczach czytelników i ich zdaniem zasłużyła w pełni na to wyróżnienie. Grażyna Pietrzak