1987 Igrzyska

Echo Dnia Kielce, 7-9 sierpnia 1987 roku Igrzyska

Uprzedzam, że poniższy tekst będzie moją dość osobistą relacją z finału imprezy Miss Polonia 87. Nie roszczę sobie pretensji do wygłaszania obiektywnych opinii i autorytatywnych sądów. Teraz mogę zaczynać.

Jechałam do Sopotu z mieszanymi uczuciami. Przed wyjazdem rozpytałam znajomych, co o tej imprezie sądzą. Odpowiedzi były różne, lecz nikt nie wyrażał specjalnego entuzjazmu. Najczęściej po moim pytaniu następowała chwila ciszy, potem jakiś grymas na twarzy, aż wreszcie: No wiesz jak by to powiedzieć… Najmłodsza z indagowanych, lat 20, oznajmiła kategorycznie, że nigdy nie wzięłaby udziału w konkursie. Dlaczego? Bo nie.

PROLOG

Wielki świat otworzył się przede mną, gdy czekałam na panią „od akredytacji”. Dwaj panowie wymieniali uwagi: Wiesz, wczoraj w „Posejdonie” puściłem 30 tysięcy”. „Stary, to nic, ja zapłaciłem więcej…”. Parę minut później miałem w ręce kolorowy program imprezy, plakat, biuletyn informacyjny, identyfikator, bilecik. To wszystko? Wszystko. O takim drobiazgu, jak konferencja prasowa z Miss World 86, która miała się odbyć nazajutrz nie raczono mnie (ani części kolegów po fachu) poinformować – na szczęście dowiedzieliśmy się sami. Miejsce w Operze Leśnej dostałam pierwszorzędne w dosłownym tego słowa znaczeniu. W pierwszym rzędzie, kilka metrów od aparatury nagłaśniającej. I gdyby nie obawa, że pękną mi bębenki w uszach i dostanę zeza usiłując patrzeć na scenę, pewnie bym na tym miejscu grzecznie siedziała. Ale to szczegóły techniczne. Przejdźmy do meritum sprawy.

PRÓBA GENERALNA

Finał każdy mógł zobaczyć w telewizorze. Albo w Operze Leśnej płacąc za bilet 1800 zł. Najlepiej jednak wyszli ci, którzy za jedne 400 zł oglądali próbę generalną. I taniej, i ciekawiej, i można posiedzieć w najlepszym sektorze. Można też przyjrzeć się z bliska kilku znanym postaciom. Jest ubiegłoroczna Miss Polonia – wyglądająca w naturze o niebo lepiej niż na zdjęciach, jest Miss World 86 – urocza i na zdjęciach i w naturze, jest wreszcie jury, a więc gwiazdy ekranu i estrady. Przez kilkanaście minut – w tej części widowni – nieustannie błyskają flesze. Gdy fotoreporterzy odchodzą, jury oddycha z ulgą. Znana aktorka zakłada okulary. I wtedy… pstryk. Fotoreporter zadowolony. Aktorka wściekła.

Na scenie też niezła zabawa. To znaczy bawią się panowie, panie – finalistki jakby mniej. No bo w końcu, ile razy można przemierzać estradę tam i z powrotem z radosnym uśmiechem na twarzy? A reżyser ciągle niezadowolony. (Tu trzeba przyznać, że niezupełnie bez powodu). Dwaj panowie prezenterzy z właściwą sobie swobodą i wirtuozerią prowadzą konferansjerkę. Kandydatki do tytułu zaś wyraźnie spięte. Zdania wygłaszane do mikrofonu brzmią sztucznie, nienaturalnie, czasem śmiesznie. Widać, że „pretendentki” (jak mówią panowie z telewizji) same ich raczej nie wymyśliły i niezbyt się znimi identyfikują.

Wreszcie przerwa. Większość widzów opuszcza miejsca. Wstaje też szanowne jury. Rządkiem schodzi po schodach, u stóp których stoi pan w garniturze i częstuje jurorów czekoladkami firmy „Mars”. Schodzą zaraz za Damą Polskiego Kina. Dama bierze smakołyk, ja… widzę zamknięte pudełko. Pan w garniturze ma kamienną twarz.

Po przerwie zabawa nabiera rumieńców. Ku mojemu zdumieniu trwają… wybory Miss Polonia. Prezenterzy nadają tytuły i rozdają trofea konkretnym kandydatkom. Te krygują się zmuszając twarze do uśmiechu. Odbywa się dekoracja szarfami i koronacja. Panowie zastrzegają, że to tylko inscenizacja. Nazajutrz okaże się, że ich „typy” były w dwóch przypadkach zgodne z oceną jury…

WERDYKT

Zawsze jest tak, że po ogłoszeniu wyników wielu pyta. Dlaczego wygrała ta, a nie tamta? Przecież inne były piękniejsze. Rodzą się plotki i spekulacje. Tym razem też tak było. Nie ma sensu ich roztrząsać. Dodam tylko, że jury miało okazję odbyć z kandydatkami wielogodzinną rozmowę i przyglądać się im podczas prób. Widzowie widzieli tylko finał. A poza tym każdy ma inną definicję piękna i trudno, by wszyscy w ocenie byli zgodni.

Przyznam, że gdybym ja była jurorem miałabym kłopoty z oddaniem głosu. Nie jestem bowiem „wytrawnym znawcą kobiecej urody”, jakich zdaniem prezenterów było w amfiteatrze mnóstwo. Pewnie dlatego, mimo dwudniowego przyglądania się wędrującym po scenie finalistkom udało mi się zapamiętać – z różnych powodów – jedynie kilka. Pewnie dlatego wszystkie blondynki wydawały mi się takie same. I pewnie dlatego nie mogłam niektórych twarzy z kolorowych zdjęć w programie odnaleźć potem w twarzach na scenie.

Dziwiło mnie też, że panie które – według ich własnych wypowiedzi zawartych w biuletynie informacyjnym – są bardzo oczytane: Kurt Vonnegut, Dostojewski, Marek Hłasko, F.S. Fitzgerald, Wiktor Hugo, Stanisław Ignacy Witkiewicz, zwiedziły pół świata: Anglia, Kanada, Holandia, Grecja, Finlandia, że o krajach demokracji ludowej nie wspomnę, słuchają Chopina, Beethovena, Ravela, Gershwina, maja rozliczne zainteresowania i pasje, nic z tego nie potrafiły zaprezentować na scenie. Wszystkie były do siebie podobne, jak sprawnie poruszane marionetki. Dlatego do łez mnie rozbawiła sentencja z programu imprezy: „Te wybory zdobyły sobie serca i umysły wszystkich, nie tylko przez samo piękno kandydatek, ale i piękno ich ducha.

Zanim zarzucicie mi państwo babską złośliwość posłuchajcie rzeczywistych znawców kobiecej urody. Zapytani o opinię o „Miss Polonia, i o to, co cenią w kobietach powiedzieli:

Wojciech Gąsowski: – Po raz pierwszy oglądam tę imprezę na żywo, nie widziałem jej dotąd nawet w telewizji. Trochę jestem rozczarowany, wydawała mi się, że jest ona bardziej atrakcyjna. Te dziewczyny chodzą, chodzą i chodzą i nie ma temu końca. Ja nie wiem czy tak musi być, choć podobno jest jakiś regulamin. Faworytki nie mam. Właściwie nie wiem, o co w tym konkursie chodzi. Czy ona musi być ładna, zgrabna, szczupła, czy musi mieć długi nogi, czy ma być inteligentna? Niech się tym martwią jurorzy. Ja się cieszę, że nie jestem jurorem, mogę spać spokojnie. W kobiecie najbardziej cenię inteligencję. A walory zewnętrzne? Jeśli kobieta jest ładna i inteligentna to chyba idealne połączenie.

Andrzej Rosiewicz: – To piiiękna impreza, piękna. Coś pięknego. Tęsknotą ludzkiej duszy było zawsze poszukiwanie najpiękniejszego z „piękien”. O, tak!

Zauważyłem, że taki pobyt w amfiteatrze ma swoje dobre strony. Niby jest się na tych wyborach, a z drugiej strony są to takie odległości, że tylko z grubsza człowiek widzi: ta ładniejsza…

Co cenię w kobietach? Tajemniczość. Kobieta zagadkowa typ Mata Hari. Zagadka jest zawsze najciekawsza. Lubię ją zgłębiać…

POST SCRIPTUM

  1. Wyścigi po „toyotę” skończone. Mimo zapewnień organizatorów, że impreza jest przede wszystkim zabawą nikt w to nie wierzy. Gra idzie o zbyt dużą stawkę…
  2. Trudno też mówić przy okazji wyborów Miss Polonia’87, że impreza jest wyrazem hołdu i uwielbienia dla płci pięknej. Panowie nie szczędzą kąśliwych spostrzeżeń, złośliwości i mało komplementujących uwag pod adresem finalistek. Oczywiście po cichu i na uboczu…
  3. Za najciekawsze wydarzenie imprezy, uważam postępek samego szefa biura „Miss Polonia”, który z prawdziwą kurtuazją uniemożliwił zrobienie zdjęcia fotoreporterce (akredytowanej przy imprezie). Mianowicie: złapał ją za klapy żakietu i krzycząc: To nie dla pani! – odciągnął od grupy kolonistów, wśród których pozowała Miss World’86. Dżentelmen?

Na koniec, po głębokim namyśle dodam jednak: Na ulicy obejrzałabym się za kandydatką nr „8”. Choć nie jest ona w moim typie…

LUCYNA CYKARSKA